ggg

Rozmowa z radnym Krzysztofem Listwoniem o budżecie i nie tylko (17.01.2012)

Radnego Krzysztofa Listwonia śmiało można nazwać seniorem ostrowskim Rady Miasta.
Wprawdzie nie z powodu wieku, gdyż są starsi tam od niego, ale pod względem stażu w Radzie nie ma sobie równych. Radnym jest już niemal 18 lat. Niemal przez cały ten czas pracował w komisji finansowej, dwie kadencje jako wiceprzewodniczący i dwie kolejne już jako jej przewodniczący.

AM – Z Pana samorządowego CV wynika, że powinien Pan się orientować w budżecie i w miejskich finansach.
Krzysztof Listwon – Śmiało mogę o sobie powiedzieć, że jako amator, jestem w tej materii profesjonalnym amatorem.

AM –Początek kolejnego roku zawsze skłania do podsumowania tego minionego. Jak oceniłby Pan rok 2011? Może na początek pod względem budżetowym.
K.L. – Najlepiej skomentował go wiceprzewodniczący Eugeniusz Gałązka, przyrównując ubiegłoroczny budżet do samochodu zatankowanego do pełna jeszcze przez poprzednika i na tym pojeździe nowy burmistrz mógł realizować zadania. Czy już wyczerpał to zatankowane paliwo? Chyba jeszcze na trochę wystarczy, ale już zbliżamy się do rezerwy.

AM – Ale jednak coś w mieście powstaje. Na przykład skate park czy rondo Różańska.
K.L. – Wszystkie te inwestycje zostały zaplanowane jeszcze w poprzedniej kadencji. Złożono też wtedy wnioski o unijne dofinansowanie i teraz je otrzymaliśmy. Jest na te zadania  pełna dokumentacja projektowa, wszelkie pozwolenia na budowę i niemal 100% dofinansowania, z czego 85% pieniędzy unijnych. Pozostałe 15% to również środki unijne, pochodzące z refundacji już wybudowanych obiektów, takich jak drogi dojazdowe do pływalni i wybudowana w ubiegłej kadencji ulica Trębickiego, która została zrefundowana dopiero w ubiegłym roku. Jednym słowem, są to zadania zrealizowane przez poprzednie władze, a zrefinansowane obecnie.

AM – Czy to źle, że nowa władza kontynuuje to co rozpoczęli poprzednicy?
K.L. – Trudno byłoby chyba oczekiwać, że zrzekłaby się ona tych pieniędzy. To naturalne, że nowa władza zamyka inwestycje i projekty rozpoczęte przez poprzedników, zwłaszcza że ma na to zapewnione finansowanie i doprawdy nie ma się ona czym tutaj chwalić, tym bardziej, że sama nie rozpoczyna żadnych nowych projektów.

AM – A chwali się tymi realizacjami?
K.L. – Jak się nie ma swoich osiągnięć, to dokonania poprzedników można przypisać sobie. Zadania, do realizacji których nie przyłożyło się ręki gdyż zostały one sfinalizowane przez poprzedników, są przedstawiane w taki sposób, że nie wspomina się ani słowem czyją to było zasługą i kto te pieniądze tak naprawdę pozyskał dla miasta.

AM – Co Pan ma na myśli?
K.L. – Czytając ostatnio lokalną prasę, można się dowiedzieć, że miasto wybudowało trzeciego Orlika, gdy tymczasem dwa z nich powstały wprawdzie na terenie miasta, ale wybudowało je starostwo powiatowe i władze Ostrowi nie miały z tym nic wspólnego! Natomiast trzecie boisko wybudowało rzeczywiście miasto, ale artykuł jest napisany w ten sposób, że czytelnik może to odebrać jakoby miasto zrealizowało na swoim terenie trzeciego Orlika. To nie jest nawet przekłamanie, tylko mówienie niecałej prawdy.

AM – Ale przecież tego artykułu nie napisały władze miasta.
K.L. – Proszę bardzo, następny przykład z całą pewnością będzie dotyczył władz miasta. W jednym z wywiadów przewodnicząca Rady mówi, że miasto pozyskało 4 miliony złotych z Unii Europejskiej. Owszem, pozyskało, ale jak? Te pieniądze nie spadły z nieba. Trzeba było powiedzieć wprost, że jest to zasługa poprzedniej Rady Miasta i poprzedniego burmistrza Mieczysława Szymalskiego i sprawa byłaby jasna i byłaby to pełna prawda.

AM – Ale przewodnicząca w tym samym wywiadzie mówi o tym jak dużo i często omawiane są różne sprawy w komisjach i na sesjach.
K.L. – Od samego mieszania herbata słodsza nie będzie. Może być Rada rozdyskutowana przez cały tydzień od rana do wieczora, ale co z tego. Nie ma żadnych nowych, konkretnych projektów i nad tym ubolewam.

AM – Naprawdę nie ma żadnych?
K.L. – No nie, nie mogę powiedzieć, że nie ma żadnych projektów. Są złożone wnioski, ale na tzw. „miękkie” projekty z Kapitału Ludzkiego. Wiem też, że burmistrz wystąpił o dofinansowanie na rozbudowę miejskiego targowiska, ale prawdziwie „twardych” projektów na inwestycje kubaturowe nie ma. Natomiast po raz kolejny przymierzamy się do sali gimnastycznej w SP Nr 2, podczas gdy jest na nią gotowa dokumentacja, która była swego czasu uzgadniana z dyrekcją szkoły i poprzedni dyrektor Bauer w pełni ją akceptował. Nie podoba się ona obecnym władzom, które uważają, że trzeba wykonać nowy projekt. Absolutnie wyrzucone pieniądze. Jeśli co kadencję będziemy zajmowali się nowym projektowaniem tych samych obiektów, bo przychodzi nowy burmistrz i nie podobają się jemu poprzednie projekty, to do niczego dobrego to nie doprowadzi, a na pewno nie do oszczędnego gospodarowania miejskim groszem.

AM – Wspomniał Pan o rozbudowie miejskiego targowiska. To chyba też nie jest coś nowego?
K.L. – Tak, ten pomysł był znacznie wcześniej, ale wtedy nie można było skorzystać z unijnego dofinansowania gdyż nie było uruchomionych odpowiednich programów. Teraz one już są i jest możliwość aplikowania o te środki i dobrze, że burmistrz o nie występuje. Ja to przedsięwzięcie całkowicie popieram gdyż jest to pomoc dla miejskiego, lokalnego kupiectwa i alternatywa dla sieci handlowych.

AM – A co z innymi projektami poprzednich władz? Na przykład z nowym kinem, domem kultury itd.
K.L. –  Jest to absolutna porażka obecnego burmistrza i tej Rady. Dom kultury był w wieloletnim planie. Była dokumentacja, lokalizacja, wszystko było przygotowane. Były też złożone wnioski na dofinansowanie, ale zostały one wycofane z Urzędu Marszałkowskiego przez obecnego burmistrza. Może wyjaśnię przy okazji zasadę przyznawania tych środków, bo to zwykle rodzi wiele nieporozumień. Środki unijne są przeznaczane wyłącznie na inwestycje niekomercyjne. Przy hali sportowej jest basen, a w domu kultury zaplanowano kino, i to powoduje, że te obiekty nie kwalifikują się do refundacji. Natomiast projekt całościowy inwestycji pod nazwą „Centrum Za Stawem” już tak. Mówiąc prościej, poszczególne obiekty, z uwagi na występujące w nich elementy komercji (jak bilety, odpłatność za wynajem sal), nie podlegają refundacji, ale całość tak. W tej sytuacji wyrzucenie z programu inwestycyjnego domu kultury oznacza, że w przyszłości trzeba go będzie wybudować za własne środki. Dlaczego burmistrz zadecydował, że w tej kadencji nie będzie realizowana ta inwestycja, nie potrafię tego zrozumieć. To absolutna porażka!

AM – Rozumiem, że w takim razie nie podpisałby się Pan pod wizją miasta i pracy jego władz jaką przedstawiła przewodnicząca Rady?
K.L. – Podpisałbym ją bardzo krótko: „słowa, słowa, słowa…”, chociaż znacznie lepiej pasuje tu parafraza przysłowia: „cudzym się chwalicie, bo swego nie macie”.

AM – Za dwa tygodnie będzie ponownie sesja i głosowanie poprawionego budżetu. Będzie one lepszy od poprzedniego?
K.L. – Mam projekt tego poprawionego budżetu i po jego lekturze stwierdzam, że jest on dla mnie również nie do przyjęcia jak jego poprzednik. Dlaczego? Ponieważ zakładany w nim deficyt jest wyższy niż spłaty zaciągniętych wcześniej kredytów i proponuje się nam zaciągnięcie nowego. Ponieważ miasto nie prowadzi żadnych dużych inwestycji kubaturowych, to moim zdaniem są to pieniądze na konsumpcję, a nas nie stać na przejadanie miejskich funduszy i dlatego nawet ten poprawiony budżet jest dla mnie nie do przyjęcia.

AM – Ale miasto może chyba jeszcze zaciągać kredyty?
K.L. – Jest jeszcze w budżecie miejsce na bezpieczne zaciąganie dalszych kredytów i jeśli będą to inwestycje kubaturowe typu hala sportowa dla szkoły czy dom kultury, podniosę obie ręce za takim kredytem w budżecie. Jeśli natomiast będzie to zaciąganie nowych kredytów bez realizacji takich inwestycji, będę głosował przeciwko.

AM – Czy Pana zdaniem ten poprawiony budżet zostanie tym razem przyjęty?
K.L. – To zależy od samych radnych, od ich rzeczowego podejścia do budżetu. W pierwotnej wersji nie został on przyjęty przede wszystkim z uwagi na nadmierne wydatki konsumpcyjne powodujące zadłużanie miasta. Moim zdaniem nie zostało to zmienione i jeśli Rada przyjmie ten budżet, będzie to znaczyło, że miało miejsce kupczenie głosami.

AM – A sądzi Pan, że będzie to miało miejsce?
K.L. – Pożyjemy, zobaczymy. Wiem tylko, że burmistrz prowadzi intensywne rozmowy z radnymi, szefami ich komitetów wyborczych, no może poza opozycyjnym klubem wiceprzewodniczącego Rady i podobno jest dobrej myśli.

AM – A jak ocenia Pan jego roczną pracę?
K.L. – Przez ubiegły rok uważnie przyglądałem się jego poczynaniom. Uważam, że każdy nowy burmistrz ma prawo do dokonywania zmian umożliwiających mu realizację swoich planów służących poprawie życia mieszkańców. Teraz jednak nie będę bierny, gdyż zmiany (głównie zresztą kadrowe) nie rokują nic pozytywnego. Uważam, że wcale nie zamienił ludzi na bardziej kompetentnych czy doświadczonych, a wręcz odwrotnie. Moim zdaniem najlepszym podsumowaniem tych roszad kadrowych jest stare polskie przysłowie o stryjku i siekierce. Zresztą każdy mieszkaniec może sam dokonać oceny pracy burmistrza po ponownej lekturze jego ulotki przedwyborczej. Co wtedy obiecywał, a co spełnił.

AM – Może dlatego, że jak twierdzi burmistrz, sytuacja finansowa miasta jest trudna?
K.L. – Ale przecież taka sytuacja znana była już wtedy, jesienią 2010 roku i nic się nie zmieniło. Zresztą burmistrz bazuje na tym co przygotował jego poprzednik, nie realizuje natomiast nic ze swoich obietnic nie tylko inwestycyjnych, ale także tych społecznych, które nie wymagają praktycznie żadnych nakładów. Chyba kłania się tutaj drugie przysłowie o baletnicy i rąbku spódnicy. Jeszcze raz odsyłam do wnikliwej lektury jego ulotki sprzed kilkunastu miesięcy.

AM – Dziękuję za rozmowę.
 
AM

1 699 views

Zamieścił: admin

Udostępnij ten artykuł na
Przeczytaj poprzedni wpis:
Jeszcze raz przeżyjmy radość Nocy Betlejemskiej… (17.01.2012)

Piękne bożonarodzeniowe kolędy zagościły na dobre w powiecie wyszkowskim. 12 stycznia w gościnnych progach WOK „Hutnik” odbył się już XIII...

Zamknij